Szkocki lekarz Nicholas Garrigan, który niedawno ukończył studia na Uniwersytecie w Edynburgu, leci do Ugandy, aby pracować w klinice misyjnej prowadzonej przez dr Davida Merrita i jego żonę Sarah. Wkrótce Garrigan ma przypadkowe spotkanie z nowym prezydentem, generałem Idi Aminem, który od samego początku czuje do niego współczucie. Ponieważ jedno prowadzi do drugiego, po pewnym czasie Idi Amin zaprasza Nicholasa, by został jego lekarzem i zmodernizował system opieki zdrowotnej w Ugandzie: jest to jedyna w życiu oferta, której lekarz nie może odmówić. Jednak coraz bardziej Garrigan zostaje uwięziony w moralnej otchłani morderczej megalomanii Idi Amina, narażając swoją duszę na ryzyko. Kiedy Nicholas w końcu zbiera się na odwagę, by wznieść się ponad szaleństwo, zostaje uwikłany w desperacką walkę o przetrwanie.

Pozdrowienia ponownie z ciemności. Prawdziwy tour de force Foresta Whitakera... jak dotąd najlepszy występ roku! W jakiś sposób pan Whitaker uchwycił szaleństwo i urok ugandyjskiego dyktatora Idi Amina. Amin był jedną z pierwszych politycznych gwiazd rocka. Wykorzystał media na swoją korzyść, gdy jego reżim wymordował setki tysięcy jego rodaków. Imponujący jest również James McAvoy („Opowieści z Narnii”), który gra udramatyzowanego Nicholasa Garrigana, młodego lekarza, który wyrusza na przygodę, aby zmienić sytuację w małym kraju, a kończy na doradztwie jednemu z najpotężniejszych szaleńców w historii. Szkocki dokumentalista Kevin Macdonald reżyseruje film z zaledwie kilkoma uchybieniami w bezpośredniości, co bardzo dobrze służy tej biografii. Patrzenie, jak Amin i młody doktor zanurzają się w prysznic mocy, jest zarówno przerażające, jak i obrzydliwe. Macdonald bardzo dobrze oddaje tego ducha, głównie dzięki temu, że pozwala swoim dwóm liderom robić swoje. Gdy Amin śmieje się i mówi Garriganowi, że „Jesteś moim najbliższym doradcą”, nie mogłam powstrzymać się od porównania do Kathy Bates, która mówi Jamesowi Caanowi (w „Misery”), że „Jestem twoim fanem numer jeden”. Zło i szaleństwo są po prostu mrożące krew w żyłach. Whitaker jest po prostu niesamowity, gdy przestawia się z ukochanego w mediach na zimnego, bezwzględnego mordercę… iz powrotem. Po prostu wspaniały występ i warty ceny wstępu - może kilka razy! Dobra do śmiechu to najbardziej wyjątkowa wersja „Me and Bobby McGee” Janis Joplin, jaką kiedykolwiek słyszeliście… gwarantowane! Zobacz ten, aby zobaczyć trochę historii i miejsce prawdziwego potwora, ale także jeden z najlepszych występów filmowych w historii.

Weronika Dudek

Niezwykle charyzmatyczna rola Foresta Whitakera w roli Idi Amina tak bardzo zdominowała tę intensywną historyczną fikcję, że naprawdę trudno jest zwrócić uwagę na cokolwiek innego w tym politycznym thrillerze z 2006 roku. Choć jest zdecydowanie lokusem emocjonalnym, intrygująco nie jest on bohaterem opowieści. Ta rola należy do młodego Jamesa McAvoya, który gra Nicholasa Garrigana, przedwcześnie rozwiniętego szkockiego lekarza, który wyrusza do Ugandy, aby zaspokoić swoją potrzebę przygody po ukończeniu studiów medycznych. Przez przypadek Garrigan zostaje wezwany, aby pomóc Aminowi w drobnym zwichnięciu po tym, jak jego prywatny samochód przebił się na krowę. Pod wrażeniem braku wahania młodego człowieka przed podjęciem działań, Amin wyznacza Garrigana na swojego osobistego lekarza, stanowisko, które uwodzi pod wrażeniem lekarza do wewnętrznego kręgu politycznego i ekstrawaganckiego stylu życia dyktatora Ugandy. Szkocki reżyser Kevin MacDonald na pierwszy plan wysuwa swoje rozległe umiejętności w zakresie tworzenia filmów dokumentalnych, tworząc najbardziej realistyczną atmosferę podczas uchwycenia opresyjnej Ugandy z lat 70-tych. Znacznie pomagają w tym obrazie żywe kontrasty kolorów w zdjęciach Anthony'ego Doda Mantle'a i dynamiczna akcja wywołana ostrym montażem Justine Wright. Scenarzyści Peter Morgan (który napisał także „Królową”) i Jeremy Brock opracowali ostro zarysowane studium postaci Amina, który ewoluuje od magnetycznego przywódcy dającego nadzieję swojemu ludowi do przerażającego tyrana dokonującego morderstw na wyobrażalną skalę (przynajmniej do ludobójstwa w Rwandzie i Darfurze). Nie da się tu przecenić wspaniałego występu Whitakera. Z mocą, która jest jednocześnie brawurowa i subtelna, oddaje żartobliwość dyktatora, a także jego niepohamowaną wściekłość, przechodzącą od wrzenia do pełnego wrzenia. Jego związek z fabularyzowanym Garriganem okazuje się być zasadniczym punktem zwrotnym fabuły, chociaż kontrast między nimi może być czasami zbyt ekstremalny. Podczas gdy McAvoy znakomicie oddaje chłopięcą naiwność Garrigana, postać jest rysowana dość szerokimi pociągnięciami, które sprawiają, że jego samooszukiwanie się staje się jeszcze bardziej wymyślne w miarę rozwoju historii. Aby zintensyfikować przedstawione polityczne wstrząsy, fabuła przybiera melodramatyczny obrót w cudzołóstwo, a nawet fałduje się w niesławnym incydencie z porwaniem Entebbe z 1976 roku, aby zilustrować coraz bardziej niepewną sytuację Garrigana. To wszystko jest ekscytujące, a nawet brutalne pod koniec, ale zaczyna też wydawać się trochę zbyt hollywoodzkie w egzekucji. Kerry Washington pokazuje prawdziwą wszechstronność jako trzecia żona Amina, Kay, będąca klauzurą, podczas gdy Simon McBurney z łatwością emanuje cynicznymi podejrzeniami jako brytyjski agent. Gillian Anderson z przekonującym brytyjskim akcentem sprawia, że ​​jej kilka scen liczy się jako zmęczona pracownica kliniki, która dowodzi, że ma lepsze instynkty niż Garrigan. Ale zobacz film dla wspaniałej pracy Whitakera. Jest taki dobry.

inż. Gabriela Marciniak

Nowo wykwalifikowany dr Nicholas Garrigan jedzie do Ugandy, aby objąć stanowisko w misji w wiosce. Przybywa tuż po zamachu stanu, który daje Idi Aminowi władzę w kraju. Podczas wizyty Amima w wiosce, Garrigan zwraca uwagę prezydenta, zajmując się drobną kontuzją ręki i wykazując się stanowczą i silną wolą. Niedługo młody Garrigan zostaje mianowany lekarzem prezydenta i zostaje jednym z jego „najbliższych doradców”. Jednak początkowy urok pokazany przez Amina ustępuje miejsca mroczniejszej, brutalnej passie, gdy Garrigan odnajduje powierzchowną stabilność kraju, a jego przywódca nie ma nic w tym rodzaju. Znany teraz z roli, która za kilka tygodni zasłużenie zdobędzie Oscara, ten film tak naprawdę nie ma Amina jako „głównego” bohatera, mimo że jest on remisem i głównym bohaterem. Zamiast tego spędzamy dużo czasu z Garriganem, jego doświadczeniami i problemami. Oczywiście rozumiem, dlaczego tak było, ponieważ Garrigan jest naszym narzędziem narracyjnym – złożonym bohaterem, który działa jak nasza droga do wewnętrznego kręgu Amina i pozwala widzom doświadczyć go również jako outsidera. Działa to dobrze, ale powoduje również problemy lub przynajmniej jeden problem. Jest to fakt, że w miarę rozwoju historii coraz bardziej koncentrujemy się na Garriganie (który w rzeczywistości nie istnieje), a nie na Aminie czy Ugandzie (który istniał i istnieje). Trochę mnie to irytowało, bo było gorzej, bo przyszedłem na film dla Amina – jak podejrzewam, wielu by to zrobiło. Mimo to film nadal działa dobrze i jest wciągający. Reżyseria MacDonald'a jest dobra, a jego ruchoma kamera nadaje temu filmowi charakter dokumentu, a jednocześnie jest bardzo dramatyczny. Oczywiście to, co sprawia, że ​​film działa, to główne przedstawienie Whitakera. Postać Amina pozwala mu grać do swoich mocnych stron i zapewnia przekonująco niezdecydowany zwrot, stale groźny, ale także czasami ma dziecięce poczucie zabawy i przerażającą tendencję do bezwzględności i przemocy. Powiedziałem wcześniej, że był genialny w The Shield (uczynił cały sezon swoim własnym) i jest równie genialny tutaj. Poza tym nie jest niespodzianką, że McAvoy jest w porównaniu nieco słaby. Jego postać nie jest tak przekonująca (efekt uboczny bycia kompozytem) i niektóre zwroty narracyjne wymagają od niego wiele – nadal jest dobry i to nie jego wina, że ​​znajduje się w cieniu Whitakera. Washington odgrywa niewielką rolę, ale była w tym całkiem niezła, nawet jeśli jej obecność sprawiła, że ​​zastanawiałem się, dlaczego czuli, że muszą obsadzić amerykańską aktorkę, podobnie jak Anderson, ale zakładam, że pomogli zdobyć fundusze tak uczciwie. McBurney jest trochę zbyt oślizgły i złowrogi, a ja nie byłam pewna, co film próbuje powiedzieć. Widzowie mogą również rozpoznać Oyelowo z jego ostatnich głośnych ról w serialu HBO Five Days i kontrowersyjnym Shoot The Messenger BBC. Ogólnie rzecz biorąc, nie jest to doskonały film, ale całkiem dobry. Użycie Garrigana jest dobre we wprowadzaniu nas w fabułę, ale jest to słabość, na której skupiamy się na nim. Występy są ogólnie dobre, ale oczywiście jest to kolejny wspaniały zwrot ze strony Whitakera, który sprawia, że ​​każda scena, w której jest warta zobaczenia.

Filip Szulc

W „Ostatnim królu Szkocji” Kevin MacDonald stworzył ekscytujący, ekscytujący i całkowicie satysfakcjonujący thriller. Forest Whitaker daje tytaniczną rolę Idi Amina, dyktatora Ugandy, który doszedł do władzy w latach 70. XX wieku. James McAvoy gra Nicholasa Garrigana, szkockiego lekarza, który podróżuje do Ugandy w poszukiwaniu przygód i zdobywa uczucia Amina, stając się jego osobistym lekarzem. Garrigan popada w kryzys moralny, gdy zaczyna zdawać sobie sprawę, jakim człowiekiem jest Amin, i zaczyna obawiać się o własne życie, gdy wydarzenia coraz bardziej wymykają mu się spod kontroli. Whitaker wykorzystuje szansę zagrania tej większej niż życie postaci i biegnie z nią – nigdy nie widziałem, żeby Whitaker dał tak przekonujący i odmieniający występ. Jednak tak dobry jak on, McAvoy zrobił na mnie większe wrażenie. Jego występ jako Garrigana nie jest tak efektowny, ale jest znacznie bardziej teksturowany i subtelny, a jego postać ma większy łuk od początku do końca. Gillian Anderson wykonuje również świetną robotę w małej roli jako kolega lekarz, który rozumie o Aminie i afrykańskiej kulturze rzeczy, których nie rozumie Garrigan. W przeciwieństwie do innych niedawnych thrillerów, których akcja rozgrywa się w krajach afrykańskich („The Constant Gardener”, „Hotel Rwanda”), „The Last King of Scotland” nie zajmuje się zbytnio geopolitycznymi implikacjami rządów Amina. O okrucieństwach, jakich popełnił wobec Ugandyjczyków, nie wspomina się prawie wcale, a film skupia się prawie wyłącznie na Garriganie i niebezpieczeństwie, jakiemu mu grozi. Niektórzy mogą pomyśleć, że film jest nieodpowiedzialny z tego powodu – że los jednego człowieka blednie w porównaniu z losem tysięcy i widzę, gdzie taka krytyka jest uzasadniona. Ale film ma mocne uderzenie niezależnie od tego, a takie skargi wydają się sporami w porównaniu z tak zabawnym filmem. Klasa: A

mgr doc. Jacek Malinowski

Zwiastun

Podobne filmy

Capote