Cichy mechanik Carter Chambers jest od czterdziestu pięciu lat żonaty ze swoją ukochaną żoną Virginią i ma troje dzieci. Z dwóch synów jeden jest prawnikiem, a drugi inżynierem; córka jest skrzypaczką. Zgryźliwy i zgorzkniały miliarder Edward Cole jest właścicielem wielu szpitali, przeszedł sprawiedliwy udział w rozwodach i ma jedną zaginioną córkę. Zgodnie z etyką pracy Edwarda, zamiast dać mu prywatny pokój na czas jego pobytu, jego szpital umieszcza go w tym samym pokoju co Carter. W miarę upływu czasu obaj mężczyźni stają się sobie bliscy, a kiedy Edward znajduje w śmieciach „listę życzeń” Cartera, zawierającą listę wszystkiego, co chciał zrobić przed śmiercią, umieszcza na liście swoje własne pozycje i zaprasza Cartera na podróż przyjaźni, odkrycia i odkupienie.

Śliczny, całkowicie przyjemny film z mnóstwem miłych słów i wymiany myśli, niektóre po to, by cię rozśmieszyć, inne dość głębokie, które sprawią, że się zastanowisz. Kto by pomyślał, że opowieść o dwóch umierających mężczyznach może być tak zabawna. Edward Cole (Jack Nicholson) i Carter Chambers (Morgan Freeman), do tej pory zupełnie obcy, o dość odmiennym pochodzeniu ekonomicznym i społecznym (miliarder szpitalny magnat i mechanik warsztatu blacharsko-lakierniczego), obaj nieuleczalnie chorzy, nieuchronnie u kresu swego ziemskiego życia, spotykają się i, aby spróbować przeżyć rzeczy z ich „listy wiader” (lista rzeczy do zrobienia, zanim „kopnie się w wiadro”, czyli umrze) przed opadnięciem ostatniej kurtyny, wyrusz w niesamowitą podróż. Chociaż pod względem wieku są zbyt „rozwinięci” dla wielu młodzieńczych zajęć, w które się angażują, i pomimo indywidualnych różnic, jakkolwiek wystarczająco otwarci i otwarci, dwoje bohaterów, poprzez swoje poważne występy i wspaniałą interakcję, łatwo wciąga nas w swoje dobrze wiarygodna historia (z pojedynczym fantastycznym zwrotem akcji na końcu... (spoiler)... uświadomienie sobie, że zamiast oczami wciąż żyjącego, historia była opowiadana z umysłu jego późniejszego ducha), czy (nieustannie) uśmiech na twarzy czy łzy do oczu, ergo zasłaniając (no dla nas widzów) jedną z wymienionych pozycji, „śmiej się do płaczu”. ... W bardziej osobistym tonie, osiem lat temu, kiedy pierwszy raz zobaczyłem ten film w teatrze, byłem samotnym człowiekiem, kończyłem pięćdziesiątkę, myśląc, że doświadczyłem już rzeczy, które mogłyby zrobić moją "listę życzeń" (wspinanie się w wysokich górach (Mont Blanc, Gross Glockner, Triglav, Durmitor, Fujiyama, Kilimandżaro... żeby wymienić tylko kilka), odwiedził Wielkie Piramidy, nie Wielki Mur Chiński, ale przynajmniej Wielki Mur Ston, nie Taj Mahal, ale wiele inne wspaniałe świątynie (Angkor Wat w Kambodży, świątynia Karnaku w Egipcie, świątynie Nara w Japonii... żeby wymienić tylko kilka), były na safari w Tanzanii i Rwandzie...), aby odnieść się do tych pasujących do siebie obiektów. Teraz, po jego drugim obejrzeniu, przypadkowo w urodziny mojej żony, mam prawie sześćdziesiąt lat, uświadamiając sobie, że tylko zakładając rodzinę i mając tego naszego uroczego malucha, którego mogę ścigać i bawić się każdego dnia (i… cytując inny wymieniony przedmiot, w "pocałunku najpiękniejszej dziewczyny na świecie", rywalizuj z jej mamą), przesunęłam życiową listę życzeń znacznie bliżej do końca... Wreszcie po dekadzie jego sukcesów w latach 80. i początku 90. z filmami, które bardzo mi się podobały („This is Spinal Tap” (1984), „Stand by Me” (1986), „Księżniczka Bride” (1987), „Kiedy Harry poznał Sally...” (1989), „Misery” (1990), „A Few Good Men” (1992)), „The Bucket List” to udany powrót Roba Reinera. jako jego, jak dotąd, najlepszy w nowym tysiącleciu wysiłek reżyserski.

inż. mgr Agnieszka Kubiak

„Tragedią starości nie jest to, że jest się starym, ale to, że jest się młodym”. Oscar Wilde, Portret Doriana Graya Od czasu do czasu powinienem przemyśleć to, czego uczyłem się przez te wszystkie lata jako krytyk, ponieważ przewidziałem, że Lista życzeń będzie zawierała wiele dziur. Tak było, ale były to drobne skazy w solidnej oprawie. To dobry film, tyleż głupi, co poważny. I na tym polega umiejętność reżysera Roba Reinera, który dba o to, by Jack nie zabijał wersów z hukiem, a Morgan nie zatapiał ich w wokalnej słodyczy. Edward (Nicholson) i Carter (Freeman) spotykają się w szpitalu, gdzie mają mniej niż rok życia z powodu raka. Tworzą więź, tworzą listę dziesięciu rzeczy do zrobienia przed śmiercią, a potem je wykonują. Hokejowe ujęcia kilku cudów świata wskazują, że Reiner jest pewny kierunku, w którym przywołuje stare zdjęcia drogi Hope i Crosby'ego i podkreśla, że ​​ważna jest podróż, a nie cel. Obaj mężczyźni śmieją się, płaczą i zmieniają w subtelny sposób, dzięki czemu nie jest to żałosne ćwiczenie w negowaniu śmierci, ale raczej celebracja miłości poprzez przyjaźń, niezależnie od ponurej przyszłości. Chociaż scenariusz Justina Zachmana jest ogólnie słaby, biorąc pod uwagę wartość aktorów, są kwestie, które chronią go przed przeciętnością: Jak mówi cynik Edward: „Żyjemy, umieramy, a koła w autobusie kręcą się w kółko”. Jak mówi humanista Carter: „Ty mierzysz się według ludzi, którzy mierzą siebie według ciebie”. Dwie filozofie, los i miłość, pieszczą się w powolnym tańcu ku rozpoznaniu prawdziwej wartości życia. Lista życzeń nie jest w połowie tak soczysta, jak dotychczas; jest to trzeźwe przedstawienie lekcji życia na końcu przez dwóch różnych mężczyzn, którzy odnajdują wspólne człowieczeństwo.

Janina Głowacka

Pozdrowienia ponownie z ciemności. Tak, można to uznać za hollywoodzką formułę z masowym urokiem i mnóstwem stereotypów i klisz. Z drugiej strony może być traktowany jako bardzo przystępny komentarz o przyjaźni, towarzystwie i odnajdywaniu radości w życiu. Wolę to drugie. Tak czy inaczej, wymaga to pewnego zawieszenia rzeczywistości. Wystarczy zapytać Rogera Eberta, dla którego osobistą misją jest rozwalenie filmu. Jack Nicholson i Morgan Freeman są w doskonałej formie, a po serii słabych filmów reżyser Rob Reiner wykonuje mistrzowską robotę, aby powstrzymać Nicholsona przed przesadzeniem i zmuszeniem Freemana do zabicia nas słodyczą. Jeszcze bardziej imponujące jest tempo wczesnych scen szpitalnych… nic nie jest wymuszone, żadna linia dialogowa ani ujęcie nie wydają się pospieszne. To dwoje pacjentów, którzy zmagają się ze swoją sytuacją. Podczas gdy światowe podróże robią wrażenie, moimi ulubionymi częściami filmu są sceny między dwoma łóżkami w tym samym pokoju. Z drugiej strony, czy ktoś mógłby powiedzieć Hollywood, że Morgan Freeman w obsadzie nie wymaga od tego mężczyzny przeklętego głosu? Wiemy, że ma świetny głos, ale jeśli narracja nie wnosi nic do historii, po prostu pozwól filmowi zrobić swoje. Są momenty głośnego śmiechu i jednolinijki, ale są też momenty mocnego dramatu… śmierć ma sposób na ich tworzenie. To połączenie wycieczki samochodowej, filmu kumpelskiego i dojrzewania… bardzo nietypowe dla dwojga seniorów! Więc chociaż niespodzianek fabuły jest niewiele, usiądź wygodnie i ciesz się doskonałym aktorstwem (w tym Seanem Hayesem), wspaniałą reżyserią i kilkoma lekcjami życia. Dobry materiał na film, który może cieszyć się w każdym wieku.

Ryszard Chmielewski

"Lista życzeń" jest z pewnością sentymentalnym faworytem, ​​który jako widz dotyka twoich emocji i ma nadzieję na znalezienie w końcu przyjaźni, mimo że film jest zabawny i nieco nierealistyczny. Zgodnie z oczekiwaniami występy Jacka i Morgana są na najwyższym poziomie i osobiście podoba mi się kierunek Roba Reinera, który pokazuje, jak nieprawdopodobna i dziwna przyjaźń rozwija się między dwoma facetami, którzy porzucają życie, robiąc rzeczy, których zawsze chcieli. „Lista życzeń” pod wieloma względami to dobra szczęśliwa bajka, o której większość zwykłych ludzi marzy przed śmiercią, ale typy postaci grane przez Nicholsona i Freemana sprawiają, że jest tak wiarygodna. Jack Nicholson jest miliarderem, dyrektorem generalnym szpitala Edwardem Cole'em, który jako zrzędliwy i starzejący się czterokrotnie rozwiedziony playboy odkrywa, że ​​ma nieuleczalnego raka. Z Freemanem, zupełnie inną postacią, jest robotniczy mechanik samochodowy z klasy robotniczej, Carter Chambers, który jest kochającym człowiekiem rodzinnym, ma żonę i dzieci, a na boku ukochany miłośnik historii i entuzjasta ciekawostek, ale odkrywa swój los z powodu śmiertelnego raka. Po spotkaniu w tej samej sali szpitalnej, którą początkowo dzielą, jest to zimna i trudna więź, by później przerodzić się w przyjaźń poprzez podróż i odkrycia. Koncepcja została wymyślona przez Chambersa, tworząc listę o nazwie „Lista życzeń” rzeczy do zrobienia przed śmiercią. Dziwne przeciwieństwa zgadzają się, że podróż się zaczyna. Przygody obejmują nurkowanie ze spadochronem, wyścigi samochodowe i wycieczki do egzotycznych miejsc i obcych krajów. Wiele scen, takich jak szczyty gór i piramidy, wydaje się nierealnych, ale są kontynuowane przez dowcipne i zabawne kwestie z postaci Jacka. Przede wszystkim oprócz podróży i odkrywania przyjaźni i troski poprzez podróże i przygodę tworzy się szczególna więź. Każdy nauczył się, zanim dotrze do końca, że ​​uczynił każdego lepszym człowiekiem, któremu zależy na tym, że oboje odkryli to, co jest ważne w życiu poprzez siebie nawzajem. „Lista życzeń” nie jest tak naprawdę wyciskaczem łez, ale historia dwóch nieuleczalnych pacjentów z rakiem zapewnia potrzebę współczucia, ponieważ widz odczuwa ból we wczesnych scenach, a Ty z pewnością wzrusza Cię sposób, w jaki emocje bohaterów rosną dzięki Twojej przyjaźni gdy widz poczuje, że twoje emocje odbyły dobrą podróż przyjaźni. Wreszcie ten film jest jeszcze lepszy dzięki występom dwóch legend weteranów, Nicholsona i Freemana. Gorąco polecam każdemu przeglądanie "Listy życzeń".

mgr Filip Lis

Zwiastun

Podobne filmy