Ten film opowiada prawdziwą historię napiętej przyjaźni Alana Bennetta (Alex Jennings) z Miss Mary Shepherd (Dame Maggie Smith), ekscentryczną bezdomną, z którą Bennett zaprzyjaźnił się w latach 70., zanim pozwolił jej tymczasowo zaparkować vana Bedforda na podjeździe swojego Dom Camdena. Przebywała tam przez piętnaście lat. W miarę rozwoju historii Bennett dowiaduje się, że Miss Shepherd to tak naprawdę Margaret Fairchild (zm. 1989), była utalentowana uczennica pianisty Alfreda Cortota. Grała Chopina na koncercie na promenadzie, próbowała zostać zakonnicą, została oddana do instytucji przez brata, uciekła, miała wypadek, gdy jej van został potrącony przez motocyklistę, za co uważała się za winnego, a następnie żyła w strachu aresztowania.

„Lady in the Van” z 2015 roku to „w większości” prawdziwa historia relacji dramaturga Alana Bennetta z kobietą, która przez piętnaście lat mieszkała w różnych furgonetkach zaparkowanych na jego podjeździe. Bennetta gra tu Alex Jennings i pani Shepherd, Maggie Smith. Panna Shepherd, która okropnie śmierdzi od tego, że się nie kąpie, mieszka w zatłoczonej furgonetce i przenosi ją z miejsca na miejsce, pozostając, dopóki nie zostanie wyrzucona lub dopóki nie usłyszy muzyki. Kiedy każą jej się ruszyć lub zrobić coś innego, krzyczy, jak tylko Maggie Smith może to zrobić: „Jestem chorą kobietą! Możliwe, że umrę!” Alan nie może się od niej oderwać, chociaż próbuje. Modli się bardzo żarliwie i pewnego razu mówi mu, że rozmawiała z Maryją Panną na poczcie. Kiedy pyta, czy van jest ubezpieczony, ona odpowiada, że ​​go nie potrzebuje, jest ubezpieczona w niebie. „Więc co się stanie, jeśli zdarzy ci się wypadek?” – pyta Alan. „Kto płaci? Papież?” Alan jest gejem, choć jego przyjaciele zawsze próbują go umówić z kobietą. Pewnego dnia panna Shepherd mówi: „Wszyscy ci ludzie, którzy przychodzą i odchodzą w ciemności, wiem, kim oni są”. – O Jezu – mówi pod nosem. „To komuniści!” syczy. – Inaczej nie przychodziliby i nie odchodzili w ciemności. Miss Shepherd to tajemnicza kobieta – Alan w końcu dowiaduje się, że studiowała grę na fortepianie, mówi płynnie po francusku i była zakonnicą. Czasami widuje się ją, jak idzie do czyjegoś domu w środku nocy. Mężczyzna otwiera drzwi i wychodzi na zewnątrz. A ktoś od czasu do czasu zatrzymuje się przy jej furgonetce, a ona daje mu pieniądze. W końcu dowiadujemy się kim są ci ludzie, jej historię klasztoru, historię jej gry na pianinie, dlaczego ciągle się modli i kim są mężczyźni. Alex Jennings jest idealny jako Bennett (który pojawia się na końcu filmu). Ma swój głos, a w filmie występują dwaj Alany - pisarz Alan i obserwator Alan, którzy rozmawiają ze sobą przez cały film. To Alan, który żyje w prawdziwym świecie, zachęca pisarza Alana do pomocy pannie Shepherd. Jestem tak zaszczycony, że widziałem Maggie Smith w „Lettice and Lovage”, jednym z moich najwspanialszych wieczorów w teatrze, gdzie śmiałem się do łez. Na koniec tej sztuki wchodzi do telefonu i wygłasza poważny, wzruszający monolog. Ona robi to samo tutaj. Zamiast szalonej bezdomnej pani z plastikowymi torbami, które widzimy, śmiejemy się i zastanawiamy podczas przedstawienia, ona robi monolog, w którym mówi nam, kim jest, o swoim bólu, złamanym sercu i rozczarowaniach. "Dlaczego zdecydowałeś się być bezdomnym?" – pyta Alan. „Nie wybrałam” – upiera się. – Został wybrany dla mnie. Wspaniały film o spiętym, zimnym człowieku i niespokojnej religijnej damie - szybko go nie zapomnisz.

Karolina Michalak

Powiedzenie, że pewien wykonawca potrafił czytać książkę telefoniczną i zwracać na siebie uwagę, stało się totalnym banałem. Jest używany tak często, że kiedy jest to uzasadnione, ludzie przewracają oczami, ponieważ tak dużo go słyszeli. Ale dla niektórych aktorów to prawda. Przyciągają uwagę, nie tylko dlatego, że kradną sceny lub mają sposób na wypowiedzenie sarkastycznego tekstu, czy nawet dlatego, że oczekujesz od nich błyskotliwości nawet w najsłabszych utworach. W ich duszy jest darem od Boga i jasnym przykładem od Boga, że ​​doskonałość istnieje w człowieku. Może nie perfekcją, ale ich talentem, czymś tak surowym i pięknym, że czujesz, że jesteś w nich zakochany, nawet ich nie znając. Tak jest w przypadku Maggie Smith, artystki, którą kocham od nastoletnich lat, widząc ją na ekranie w oryginalnym wydaniu „Murder By Death”. Ten 40-letni film sprawił, że oglądałem na moim ekranie romans z suchymi, dowcipnymi, namiętnymi i wewnętrznie pięknymi postaciami, które grała. A to, podobno prawdopodobnie jej ostatni film, jest jej absolutnie najbardziej pasjonującą, błyskotliwą charakterystyką wszystkich tych cech. Panna Shepherd nie jest kimś, kogo chciałbyś poza domem: najwyraźniej śmierdząca, niegrzeczna, kłótliwa i manipulująca. Nękana na ulicy, szantażowana, bez końca podsłuchiwana przez opiekę społeczną, powoli staje się różą i cierniem dla pisarza Alana Bennetta. Jego obserwowanie jej we wszystkich jej nastrojach sprawia, że ​​ożywa poza tymi cechami. To nie pierwszy raz, kiedy Dame Maggie gra postacie mniej efektowne lub bardziej stateczne, niesarkastyczne. Mogłaby być każdą staruszką, którą zobaczysz na ulicy, dostarczającą obserwacji życia tym, którzy chcą słuchać. Ona jest prawdziwa. Ona nie gra. Ona jest. A zatem jest piękna. I rzeczywiście, jeśli to jej ostatni film, dostaje najbardziej odpowiednie zakończenia.

inż. dr Grzegorz Jakubowski

Zwiastun

Podobne filmy

Ja, Daniel Blake

I, Daniel Blake