Oszust ucieka do Azji Południowo-Wschodniej, gdy międzynarodowy przekręt, w który był zamieszany, staje się nieudany. Podejrzewając, że jego wieloletni mentor został skrzywdzony, wyrusza do Kambodży na obiecane cięcie. Odkrywa tajemnicze i wrogie środowisko, w którym nawet najbardziej wytworny przestępca może znaleźć się na śmiertelnym gruncie.

To jeden z nielicznych obskurnych filmów, które widziałem więcej niż raz i będę oglądać co kilka lat. Może dlatego, że uwielbiam tutejsze kolory, a to dziwny film, dziwna historia w egzotycznym miejscu: Kambodży. Egzotyczne, ale nie chciałbyś tam mieszkać, przynajmniej części pokazane w tym filmie! Mimo, że pokazuje wiele obskurnych scen miejskich, sceneria Kambodży była fascynująca. Odkryłem, że ta historia też jest, tylko jeśli chcę dowiedzieć się, co będzie dalej czekało na głównego bohatera granego przez Matta Dillona. Jest tu tak wiele dziwacznych postaci, nikt, komu można naprawdę zaufać, że trzyma cię to na krawędzi. Kolejna dziwna rzecz w tym filmie: to dość mieszanka międzynarodowych aktorów: Dillon i James Caan, obaj ze Stanów Zjednoczonych; Natasha Melhone z Wielkiej Brytanii, Gerald Depardieu z Francji, Stellan Skarggard ze Szwecji i Kem Sereyvuth z Kambodży. Ten ostatni jest jedyną naprawdę miłą osobą w całym filmie, grającą wiernego przewodnika Dillona, ​​„Sok”. Film, który gra się jak film noir, na końcu robi się trochę brzydki, ale jest wart twojego czasu.

inż. dr Andrzej Tomaszewski

Matt Dillon debiutuje jako reżyser filmem „Miasto duchów”, nastrojową opowieścią o Jimmym Cremminsie, oszustu szukającym odkupienia w Kambodży. Dillon's był pierwszym filmem, który nakręcono w Kambodży od lat 60. XX wieku, a nieznana sceneria w dużym stopniu dodaje mu uroku. „Miasto duchów” ma niezwykły wygląd i klimat, który nadaje mu rezonans i skłania do przewidywania kolejnych występów Dillona jako reżysera. Aktorzy ładnie wpasowują się w swoje role i dają mocne występy. Sereyvuth Kem, prawdziwy kambodżański kolarz, pozostawia niezatarte wrażenie jako lojalny przyjaciel Jimmy'ego, Sok. Ścieżka dźwiękowa do filmu – oszałamiająca międzynarodowa kolekcja muzyki pop zmieszanej z sugestywną partyturą Tylera Batesa – dodaje kolejną warstwę do i tak już bogatej atmosfery. Zatrzymaj się podczas napisów końcowych, aby uzyskać najlepsze utwory muzyczne z ostatnich czasów.

Mateusz Krupa

„Miasto duchów” działa jak suspensowy thriller noir, a Dillon i współscenarzysta Barry Gifford również włożyli w mieszankę ludzki dramat. Gifford napisał powieść „Dzikie serce” 1990, którą zaadaptował i wyreżyserował David Lynch; był także współautorem scenariusza z Lynchem w „Zagubionej autostradzie” 1997. Nic dziwnego, że poczułem atmosferę (podobną do Twin Peaks) Lyncha, gdy Caan i Skarsgård byli w jakimś odległym miejscu – trochę dziwnie i złowrogo, z podejściem kamery sugerującym złe przeczucia: przyczajony. Film podoba mi się od samego początku – w prologu pojawia się intryga: wiadomości telewizyjne, proste i krótkie sceny w biurze – w ciągu kilku minut mamy tło do historii, która ma się dopiero rozwinąć. Śledzimy tajemnicę, tuż obok postaci Dillona, ​​Jimmy'ego. W mgnieniu oka wylądowaliśmy w Kambodży. Dobro czy zło, zaczyna się zaklęcie. Wspaniale jest patrzeć, jak przyziemny kolarz Sok, grany przez miejscowego Kambodżanina Kem Sereyvuth – jak przyjaźń między nim a Jimmym ewoluowała, rozwijała się, dojrzewała. Jest też Skarsgård, który przynosi ze sobą część swojej „bezsennej” aury niepewności, jest wątpliwym współpracownikiem Kasparem. Czy powinieneś, czy mógłbyś mu zaufać, czy na nim polegać? Ach, Emile Gérarda Depardieu, sprytny (biznesmen) podwójny bar i właściciel hotelu, który potrafi jednocześnie obsługiwać dziecko, małpę, klientów i chuliganów. To jedna soczysta rola dla Depardieu, nawet bez konieczności przebierania się – w najbardziej swobodny sposób zamieszkiwał tego mężczyznę w subtelnych gestach ekstrawagancji. Dostajemy chichoty i humorystyczną ulgę, ilekroć z nim jesteśmy. James Caan, weteran tematu, znów w swoich żywiołach. Jego postać Marvin jest mieszanką „The Yard”, „Mickey Blue Eyes”, „Leaving Las Vegas”, „The Way of the Gun” i „Ojca chrzestnego”, a nawet kilku. Czy jest mentorem-ojcem-postacią, który chroni Jimmy'ego, czy może być znikającym prawdziwym ojcem Jimmy'ego? Sprzeczności, mylące nastroje, Jimmy musi rozwiązać. Tak, miłość z natury kusi. Natascha McElhone zapewnia tę niszę ważnego składnika życia - Jimmy odkrywa siebie i uczy się, co jest ważne w życiu podczas tej podróży. „Both Sides Now” jest doświadczony i tak, może w końcu „naprawdę w ogóle nie zna życia”, ale mamy czyste, błękitne niebo z chmurami – słuchając piosenki Joni Mitchell, wydaje się, że film był skomponowany z myślą o jej tekstach. Piosenka śpiewana w języku azjatyckim daje ciepłe, pełne nadziei uczucie, gdy pojawiają się napisy końcowe. Operator Jim Denault wydaje się być ulubieńcem kobiet niezależnych filmowców - Patricia Cardoso: "Real Women Have Curves" 2002, Katherine Diekmann: "A Good Baby" 2000, Kimberly Peirce: "Boys Don't Cry" 1999, Jill Sprecher: " Clockwatchers” 1997. „Miasto duchów” musi być dla niego satysfakcjonującym doświadczeniem podczas kręcenia w Kambodży i Tajlandii, poza Kanadą i Nowym Jorkiem. Brawo za wytrwałość Matta Dillona (6 lat) w realizacji tego pierwszego filmu. Za produkcję i dystrybucję filmu odpowiadali MGM i United Artists. Oficjalna strona zawiera ciekawe informacje o produkcji. Reżyserski debiut Johna Malkovicha „The Dancer Upstairs” ukazał się w ten sam weekend, co Dillon. „Miasto duchów” jest bardziej zabawne samo w sobie. Film Malkovicha jest w pewnym sensie bardziej mózgowy z politycznym tonem; Javier Badem skutecznie wcielił się w postać empatycznego detektywa policyjnego Augustina, który ma serce romantyka.

Arkadiusz Adamczyk

Co naprawdę podobało mi się w „City of Ghosts”: Atmosfera współczesnej Kambodży; dyskretne postacie i opowiadanie historii. Niedawno spędziłem kilka tygodni w Kambodży. Przedstawienie Kambodży w filmie przywołało wiele wspomnień z tego miejsca i uznałem, że ogólne wrażenie jest trafne. Wyczuwamy smutek i tragiczną historię kraju, jego obecny stan i cudowne ciepło jego mieszkańców (tak przedstawia je Sok, rowerzysta, który jest absolutnie autentyczny). Niektórzy recenzenci skarżyli się, że Kambodża jest przedstawiana w tym filmie zbyt negatywnie. Jednak pokazane złe elementy – burdele, napady i pobicia, korupcja, budowanie kasyn przez generałów i podupadły stan Phnom Penh – są prawdziwe. Film opowiada o postaciach kryminalistów, które robią „biznes” w Kambodży, więc warto zobaczyć te obskurne elementy. Ujmując to z innej perspektywy: oglądamy wiele filmów, które pokazują Los Angeles jako miasto gangów z codziennymi strzelaninami, ale to tylko jeden wycinek miasta. (Zachęcam wszystkich do odwiedzenia Kambodży - to fantastyczne i piękne miejsce - ale bądźcie świadomi i zwróćcie uwagę na ostrzeżenia w Waszym przewodniku!) „Miasto duchów” nie sensacyjności obskurnych aspektów Kambodży. Pokazuje je jedynie jako część opowiadanej historii. Nie grzęźnie w błocie, ale wykorzystuje je jako część tła opowieści. Porównanie do „Trzeciego człowieka” jest interesujące i trafne. Wskazuje, że w naszym współczesnym świecie nie tylko „Harry Lime” (Marvin) jest zepsuty i bezduszny, ale „Holly Martins” (Jimmy) jest współwinny zbrodni. Widzimy też, że zbrodnie Harry'ego Lime'a stały się dziś zinstytucjonalizowane i powszechne, nie tylko w trzecim świecie (generałowie wydają pieniądze z podatków i pomocy na budowę luksusowych kasyn, podczas gdy Phnom Penh po dwudziestu pięciu latach pokoju wciąż wygląda jak strefa wojny) , ale w Stanach Zjednoczonych („City of Ghosts” rozpoczyna się masowym oszustwem ubezpieczeniowym popełnionym w USA przez Marvina). „Miasto duchów” ma więcej głębi niż na pierwszy rzut oka. Jego dyskretny styl jest zwodniczy. Zamiast nadmiernie sensacyjnego i nadmiernie dramatyzującego, daje nam coś do przemyślenia.

Sylwia Walczak

Zwiastun

Podobne filmy

Był sobie las

Il était une forêt