Informacje o filmie

W XVII-wiecznym Amsterdamie Sophia, sierota, zostaje przymusowo poślubiona bogatemu, wpływowemu kupcowi Cornelisowi Sandvoortowi, co jest nieszczęśliwym „układem”, który ratuje ją od ubóstwa. Po tym, jak jej mąż zlecił wykonanie portretu, rozpoczyna namiętny romans z malarzem, zmagającym się z trudnościami młodym artystą Janem Van Loosem. Chcąc uciec przed skutkami kupca, kochankowie ryzykują wszystko i wkraczają na szalony targ cebulek tulipanów z nadzieją, że właściwa żarówka zarobi fortunę i kupi im wolność.

„Tulip Fever” (wydanie z Wielkiej Brytanii z 2017 r.; 107 min.) opowiada historię miłosnych udręk młodej Holenderki. Gdy film się zaczyna, otrzymujemy szybkie (animowane) wprowadzenie, w jaki sposób tulipany weszły na Niziny. Następnie poznajemy Zofię, sierotę mieszkającą w klasztorze św. Urszuli w Amsterdamie. Wyszła za staruszka. Następnie dowiadujemy się, że jest to „Trzy lata później, Amsterdam 1634”, a Zofia nie była jeszcze w stanie zapewnić spadkobiercy swojemu mężowi Cornelisowi. W pewnym momencie Cornelis zamawia portret młodego, dobrze zapowiadającego się malarza Jana Van Loosa. W tym momencie mamy mniej niż 15 min. do filmu, ale aby powiedzieć ci więcej, zepsułoby to wrażenia podczas oglądania, musisz po prostu zobaczyć, jak to wszystko się rozgrywa. Kilka komentarzy: to najnowszy film brytyjskiego reżysera Justina Chadwicka, który wcześniej dał nam bio-pick Mandeli „Long Walk to Freedom”. Tutaj przenosi na duży ekran bestsellerową powieść Deborah Moggach i na pewno nie brakuje jej talentu: Alicji Vikander! (jako Zofia); Christoph Waltz! (jako jej mąż); Judi Dench! (jako opatka św. Urszuli); Duńczyk DeHaan! (jako malarz). Niestety, scenariusz jest okropny. „Utrapienia miłosne” pozostawiły mnie zupełnie niewzruszonym. Sposób, w jaki „tulipanowa gorączka” (która faktycznie miała miejsce w prawdziwym życiu) jest wpleciony w fabułę, nie ma żadnego sensu. A co najgorsze, po tym, jak rozgrywają się te sceny, można odnieść wrażenie, że Amsterdam był najbardziej zatłoczonym miejscem na ziemi i dosłownie cały czas w trybie imprezowym. Konkluzja: ten film został nakręcony w 2014 roku, a teaser został pokazany na festiwalu filmowym w Cannes w 2015 roku. Od tamtego czasu, 2 i pół roku temu, film zbierał kurz na półce, podczas gdy filmowcy desperacko próbowali go uratować, przecinając go. Powinni byli po prostu pozwolić temu umrzeć na winorośli, ponieważ z łatwością jest to jeden z najgorszych filmów, jakie widziałem w tym roku (a oglądam wiele filmów). Niedawno ukazał się „Tulip Fever” i udało mi się go złapać podczas niedawnej rodzinnej wizyty w Belgii. Sobotni wczesnowieczorny pokaz, na którym to widziałem w Antwerpii, był słabo odwiedzany (6 osób, w tym ja). Biorąc pod uwagę ponury odbiór, jaki spotkał ten film, nie widzę go długo w teatrze. Jeśli chcesz obejrzeć ten film (powiedzmy, ponieważ Alicia Vikander jest w nim – powód, dla którego chciałem go zobaczyć). rób to na własne ryzyko i nie mów potem, że cię nie ostrzegałem! Nie mogę nikomu z czystym sumieniem polecić tego filmu, przepraszam.

Jagoda Górecka

Jak tak pięknie wyglądający film mógł spaść tak płasko? Wspaniałe zdjęcia, znakomita obsada, genialne scenografie i kostiumy z epoki to za mało, by ukryć fakt, że Tulip Fever (2017) tonie pod ciężarem własnej intrygi i melodramatycznych przedstawień. Akcja rozgrywa się w XVII-wiecznym Amsterdamie i opowiada historię sieroty, która „przybyła boso i wyjechała powozem”. Wybrana do małżeństwa ze względu na jej wielką urodę, jedynym celem Sophii (Alicia Vikander) jest urodzenie dziecka bogatemu kupcowi Corneliusowi (Christopher Waltz), którego pierwsze małżeństwo było bezpłodne. Cornelius zleca walczącemu artyście Janowi (Dane DeHaan) namalowanie ich portretu, aby uczcić jego bogactwo i jej piękno, ale artysta natychmiast ulega jej urokowi. Podczas gdy romans się rozwija, jej służąca Maria (Holliday Grainger) zachodzi w ciążę ze sprzedawcą ryb, a dwie kobiety wymyślają podstęp, dzięki któremu Sophia udaje, że jest w ciąży, aby zachować tajemnicę Marii. W tle Jan szuka fortuny na przegrzanym rynku tulipanów, kupując najrzadszy z okazów tulipanów od władczej zakonnicy (Judi Dench). Melodramat zamienia się w farsę, gdy liczne narracje przeplatają się, zacieśniają, ale ostatecznie prowadzą donikąd. Wysokie walory wizualne produkcji nie rekompensują nieprawdopodobieństwa fabuły. Miesiące nieudanego kojarzenia Korneliusza i Sophii są przedstawiane jako sprośna komedia nocnych rytuałów, podczas których Cornelius z trudem wypełnia swoje małżeńskie obowiązki. Romans pod nosem jej męża, urojona ciąża i urojony poród są śmiesznie nieprawdopodobne. Opowieść o dzikich spekulacjach na zmiennym rynku tulipanów raczej rozprasza, niż jest konieczna dla przewidywalnych wyników inwestycyjnych Jana. Scenariusz brzmi nienaturalnie, a dialogi prowadzone są nieprzekonująco: wiele linijek jest wypowiadanych ponad granicami klasowymi w sposób, który byłby niewyobrażalny w tamtych czasach. Gra aktorska z najwyższej półki jest bezbłędna, chociaż Alicia Vikander wyróżnia się tym, że gra tę samą Alicię Vikander, którą widzieliśmy w kilku filmach. Chemia zarówno z mężem, jak i kochankiem jest ledwo migocząca, a jej personifikacja Mona Lisy jest, jak zawsze, nienaganna. Czy zakończenie filmu usprawiedliwia wysiłek? Rozczarowujące, nie. Los wszystkich bohaterów zostaje oderwany od toku narracji, a wątki fabuły wciąż wiszą na wietrze. Dla niektórych widzów piękno tej produkcji będzie warte zaangażowania. Jednak po godzinie i czterdziestu pięciu minutach dowiadujemy się tylko, że wielkie piękno, bogactwo, chciwość i oszustwo nie dają szczęścia; ani sama estetyka nie tworzy świetnego filmu.

Tymoteusz Zieliński

Historia miłosna (a właściwie dwie z nich) rozgrywa się na tle słynnej tulipanowej manii w Amsterdamie, ok. 1634. Obie historie miłosne opierają się na dzikich nieprawdopodobieństwach, które są prawie śmieszne. Historia oparta jest na powieści, więc być może możemy ją za to winić. Niezależnie od tego, film jest bardzo zabawny (ale nie w kategorii tak-złe-to-dobre. Jest wiele do polubienia). Jak nam powiedziano, handel tulipanami był szalony, a „fortuny wygrywano i przegrywano” wszystko z powodu „ piękny kwiat." Sophia (Alicia Vikander) jest sierotą pod opieką klasztoru specjalizującego się w opiece i edukacji takich nieszczęśników. Została przywłaszczona przez bogatego szlachcica (Cornelius Sandvoort) w Amsterdanie, który chce wyjść za mąż i spłodzić dziedzica. Kontekst historyczny — pamiętaj, że Henry był w tym czasie całkiem niedawną historią — może sprawić, że będzie to trudne zadanie dla młodej damy, ale Korneliusz okazuje się świętym, anomalią dla kogoś tak potężnego w takich czasach. Kocha swoją młodą żonę i wkrótce zatrudnia przystojnego młodego malarza (Dane DeHann, który jest dość podobny do młodego Leonarda DeCaprio), aby namalował portret jego i jego żony. O o. Tymczasem służąca Zofii, Maria (Holliday Grainger) prowadzi interesy ze sprzedawcą ryb (James Dryden), który chce ją poślubić i ze względu na niską pozycję stara się wzbogacić go tulipanami. Powstają komplikacje, w wyniku których Sophia i Maria wymyślają plan, który można nazwać Mission Impossible z 1634 r., który nadweręża łatwowierność, ale może zostać przeoczony z wysiłkiem. Alica Vikander, główna bohaterka, zgadza się na kilka potajemnych posiedzeń dla swojej młodej malarki i robi to zapierająca dech w piersiach piękność. (Vermeer by ją kochał. Nie potrzebowałaby złotych kolczyków). Łatwo się domyślić, co dzieje się w tych sesjach poza siedzeniem i malowaniem. Judi Dench jest matką przełożoną (czy jakkolwiek by to nie była jej nazwa), ale nie zawsze, potrafi kiwać głową i mrugać okiem i potrafi mówić całkiem prosto, nie wspominając o swojej bystrości biznesowej. Widzisz, klasztor rośnie, kupuje i sprzedaje tulipany, a oni potrzebują sprytu, żeby sobie z tym poradzić… Judi robi to z pewnością siebie, zachowując przynajmniej pozory pobożności. (Chociaż jeśli dobrze pamiętam, faktycznie uderza kogoś czymś w głowę.) Inną postacią jest stary Amersterdam lub jego przedstawienie. Tłumy mieszkańców krzątają się tłumnie wzdłuż ulic i nabrzeży, spełniając potrzebę kontekstu historycznego (wraz z tulipanami oczywiście).

inż. dr Kamil Zając

(Uwaga: jest to oparte na podglądzie grupy fokusowej. Wyobrażam sobie, że próbowali to naprawić, ale nie wyobrażam sobie, jak im się to udało.) W XVII wieku holenderscy inwestorzy stworzyli bańkę spekulacyjną z udziałem tulipanów. A przynajmniej książka mówi, że tak się stało, chociaż według wikipedii twierdzenie to ma swoich sceptyków co do zakresu tej rzekomej manii. Niezależnie od tego, czy stało się to naprawdę, czy nie, Tulip Fever opowiada o nielegalnym romansie, który miesza się ze spekulacjami o Tulip. Pochodzi z książki i być może książka jest interesująca, ale film zdecydowanie nie. Z filmem wiąże się wiele problemów. Główna bohaterka, grana przez Alicię Vikander, ma zerową osobowość. Jej kochanek ma niewiele więcej. Inni główni bohaterowie są trochę lepsi, ale to tylko małe role Judy Dench jako zgryźliwej zakonnicy i Toma Hollandera jako zabawnie obskurnego lekarza, które pokazują prawdziwą osobowość. Większym problemem jest skrypt. Po pierwsze, w pierwszej połowie filmu niewiele się dzieje. Po prostu nieszczęśliwe małżeństwo prowadzące do cudzołóstwa. Pewnego rodzaju fabuła w końcu zaczyna się być może w połowie z częścią Tulip, ale jednocześnie wprowadzona jest pierwsza z naprawdę głupich zwrotów akcji; fragment pomyłki tożsamości, który jest niezwykle nieprzekonujący i prowadzi do dalszych, równie nieprzekonujących problemów. Pod koniec jest kolejny głupi zwrot w historii, który jest tak kiepsko przygotowany, że trzeba zapytać bohatera, czy jest pijany, aby stworzyć problem, ponieważ film nigdy nie zadał sobie trudu, aby wskazać, że jest pijakiem lub szczególnie niegodnym zaufania. Wtedy dzieje się coś przewidywalnego i idiotycznego. Jest też absurdalne, niesatysfakcjonujące zakończenie. To znaczy, jest więcej głupoty, ale nie muszę tego wszystkiego wymieniać. Zwroty fabuły są śmieszne, czego można by się spodziewać po komedii Szekspira, co byłoby w porządku, gdyby to była właściwie komedia. Być może scenarzysta zamierzył komedię, a reżyser tego nie zauważył? To zostało napisane przez faceta, który napisał Zakochanego Szekspira i wyraźnie ma na celu wywołanie podobnego swędzenia, ale nie jest romantyczne, czarujące, zabawne ani wciągające, więc całkowicie mija się z celem. Rozumiem, że ten film był pierwotnie przeznaczony do wydania kilka miesięcy temu, a następnie został zmieniony, więc to, co zobaczyłem, było prawdopodobnie próbą naprawienia katastrofy. Nienawidzę myśleć, jak musiała wyglądać wcześniejsza wersja. Kiedy zobaczyłem ten film, miał on ukazać się w lutym – opóźnienie w stosunku do pierwotnej daty premiery – ale teraz najwyraźniej jest zaplanowany na sierpień. Miało więc jedno opóźnienie, zanim to zobaczyłem – przypuszczalnie dlatego, że pierwsza wersja była jeszcze gorsza niż ta – a teraz jest kolejne opóźnienie, które, jak sądzę, jest spowodowane tym, że nadal mają nadzieję to naprawić. Najlepszą rzeczą do zrobienia byłoby prawdopodobnie po prostu zakopanie go.

Nataniel Borkowski

Kochałem to... Naprawdę. Jest powolny, co bardzo mi się podoba. Kostiumy były piękne i szczegółowe. Również sceneria była dobrze wykonana i dawała atmosferę, jaka była kiedyś. Warto obejrzeć... nie najlepsze... ale naprawdę mi się podobało!

Dawid Kalinowski

Zwiastun

Podobne filmy

Tajemnica Brokeback Mountain