Informacje o filmie

W dużej firmie świadczącej usługi finansowe w Nowym Jorku, dyrektor Lockhart zostaje wysłany przez zarząd firmy, aby odzyskać Rolanda Pembroke, dyrektora generalnego firmy, który nagle zdecydował się pozostać w „centrum odnowy biologicznej” w szwajcarskich Alpach. Zarząd potrzebuje Pembroke do podpisania się na zbliżającą się fuzję. Firma jest badana w związku z wykroczeniami kryminalnymi, a kilku egoistycznych partnerów ma nadzieję, że całą winę obarczy Pembroke. Lockhart przybywa do spa, ale napotyka opór personelu i dr Heinreicha Volmera, gdy próbuje porozmawiać z Pembroke. Lockhart odchodzi, ale bierze udział w wypadku samochodowym i podobno budzi się trzy dni później w centrum z nogą w gipsie. Co ciekawe, pomimo naprawdę straszliwego charakteru wypadku, zarówno on, jak i kierowca nie doznają żadnych innych obrażeń poza drobnym zadrapaniem lub dwoma. Podczas pobytu w spa Lockhart spotyka tajemniczą młodą dziewczynę o imieniu Hannah, która między innymi dawkuje sobie tajemniczy płyn przechowywany w małej butelce w kolorze kobaltu.

„A Cure for Wellness” opowiada o ambitnym, młodym nowojorskim dyrektorze finansowym, który zostaje wysłany do Szwajcarii po kolegę, który na czas nieokreślony przedłużył swój pobyt w sanatorium na szczycie góry, znanym z leczniczych wód mineralnych. Ukrywanie się pod medycyną jest jednak czymś znacznie mroczniejszym. Chociaż wymagało to krytycznego pobicia, „Kuracja na dobre samopoczucie” jest w mojej książce trochę słabsza. To wysokobudżetowy obraz wspierany przez duże studio, które stanowi niebezpieczną finansowo mieszankę gatunków, odniesień i pomysłów. Jednym słowem, jest ambitny i stawia na grę na prawie wszystkich frontach. Rezultat jest fenomenalny pod wieloma względami, mniej pod innymi, ale biorąc pod uwagę obecny klimat horroru, ten film oferuje wiele rzeczy, których po prostu nie widać zbyt wiele w filmach gatunkowych (lub po prostu filmach w ogóle, do tego sprawa). Można by wymieniać odniesienia estetyczne przez wiele dni, choć reżyser Gore Verbinski wydaje się być pod silnym wpływem Alfreda Hitchcocka w kompozycjach, Davida Cronenberga w temacie i Mario Bavy w obu – i to prawdopodobnie tylko wierzchołek góry lodowej. W każdym razie film jest wizualnie okazały i szczerze mówiąc jeden z najlepiej sfotografowanych filmów, jakie widziałem być może od lat. Oszałamiające kompozycje dziedzińca zamkowego i otaczających go Alp Szwajcarskich trzeba zobaczyć, aby uwierzyć, podczas gdy zabytkowe wnętrza szpitala są równie zachwycające i klimatyczne z innych (i bardziej złowrogich) powodów. Podczas gdy pierwsze dwadzieścia minut filmu jest szalenie współczesne, wszystko, co następuje, wydaje się być ujęte w przedwojennej próżni. Nie trzeba dodawać, że film jest niesamowity wizualnie i przesycony eurogotycką atmosferą, która przypomina Bavę (pomyślcie "Zabij, kochanie... zabij!" rozciągnięte do parametrów wysokobudżetowych). Pod względem narracyjnym film jest na pograniczu mityczny, tkając całą historię sanatorium, która, choć wymyślona, ​​wystarczy, by zainteresować każdego szanującego się miłośnika gatunku. Główny problem polega na tym, że rozwinięcie tej historii i jej związek z tym, co dzieje się w sanatorium, jest nie tylko na wpół przewidywalne, ale w ostatnim akcie filmu zaczyna się nieco powłóczyć, dochodząc do wniosku, że , choć odpowiedni, wydaje się nieco pieszy. Nie chcę powiedzieć, że film ewoluuje, ale z pewnością przekracza próg od „prawdziwie unikalnego amalgamatu” do „półprzewidywalnego psychologicznego thrillera” gdzieś w trzecim akcie. Mimo to jednak film jest niezaprzeczalnie zabawny i od początku do końca wciąga; chociaż dwuipółgodzinny czas pracy można było nieco skrócić, film nigdy nie wydawał mi się nudny, prawdopodobnie z powodu tego, jak umiejętnie potrafił wymyślać, a następnie tarzać się we własnym świecie. Pomagają też solidne występy; Dane DeHaan przekonująco gra młodą i asertywną finansistę, podczas gdy Mia Goth jest eteryczną i szczerą pacjentką, z którą się zaprzyjaźnia (i która odgrywa kluczową rolę w tym, co ma nadejść). Jason Isaacs jest również złowrogi jako chłodny, opanowany przywódca szpitala. Chociaż „Kuracja na dobre samopoczucie” z pewnością zasługuje na kilka hitów za obranie kilku przewidywalnych ścieżek narracyjnych, wciąż jestem nieco zaskoczony, że otrzymał negatywne opinie krytyków. Myślę, że fani gatunku naprawdę to docenią – od fanów science-fiction po miłośników kina grozy, takich jak ja – ponieważ mądrze wykorzystuje swoje odniesienia i wywołuje atmosferę, która jest naprawdę przytłaczająca. Jest wystarczająco mocna gotycka atmosfera, horror ciała i psychologiczna paranoja, aby wszyscy byli zaangażowani. Nawet jeśli jest przewidywalny i nawet jeśli jego własny mit wydaje się zbyt absurdalny, nie mogę się zmusić, by go zdusić, ponieważ jest tak wiele rzeczy, które się udają — ale przypuszczam, że moją większą zaletą jest to, że nawet jeśli nie jest w porządku , nigdy nie czujesz się zmuszony do odwrócenia wzroku. 8/10.

Stanisław Kwiatkowski

Gore Verbinski, człowiek, który dał nam pierwszy film „Pierścień”, serię „Piraci z Karaibów”, „Rango” i „Samotny strażnik”, powraca teraz z tym psychologicznym thrillerem gotyckim Hitchcocka, zaprojektowanym tak, abyś mógł zgadywać do końca do samego końca. Mimo że ostatnie 20 minut nieco wymyka się spod kontroli, ogólnie A CURE FOR WELLNESS jest oszałamiające, odważne i hipnotyzujące. Dane DeHaan gra ambitnego młodego dyrektora, Lockharta, wysłanego po zaginionego dyrektora generalnego swojej firmy, który postanowił zamieszkać w odległym centrum odnowy biologicznej w Alpach Szwajcarskich. To, co miało być łatwym zadaniem, zamienia się w podróż powoli, ale pewnie odkrywania mrocznej przeszłości centrum, odkrywania prawdziwych powodów, dla których goście wciąż tam przebywają, tęskniąc za lekarstwem, podczas gdy sam Lockhart zaczyna kwestionować własne zdrowie psychiczne. Zakochasz się w zdjęciach DP Bojana Bazelli. Nawet jeśli nie jesteś fanem tajemnicy lub suspensu, zdjęcia Bazelliego do „A Cure For Wellness” sprawią, że poczujesz się jak wryty, słowo zapierające dech w piersiach nawet nie zaczyna tego uczciwie opisywać. Są ujęcia w tunelu wokół zamku , a nawet w niektórych najbardziej niepokojących momentach filmu wciągają cię, zachwycając w każdy możliwy sposób. A fakt, że nakręcili dużą część filmu w zamku Hohenzollern w Niemczech, pomaga, ponieważ miejsce to staje się drugoplanową rolą. Od czasu „Chronicle” Dane DeHaan był aktorem, który przykuł moją uwagę, ponieważ wierzę, że ta wschodząca gwiazda ma wszystko, czego potrzeba, aby być wspaniałym, a CURE FOR WELLNESS pozwala mu pokazać drażnienie tego potencjału. Jego występ przypomina mi Leo DiCaprio w "Wyspie tajemnic" i Jacka Nicholsona w "Lśnieniu", gdzie do pewnego stopnia nie masz pewności, czy w końcu przekroczą tę linię, czy pozostaną po tej stronie ogrodzenia. CURE FOR WELLNESS jest trippy, intrygujące, wypełnione wszelkiego rodzaju dziwnymi obrazami, zdecydowanie nie jest dla osób o słabym sercu. Jest to film typu sensorycznego, który również wywołuje różnego rodzaju pytania o społeczeństwo, o to, co to znaczy dobrze żyć i ambicję czystości. Ale znowu, jak powiedziałem wcześniej, ostatnie 20 minut trochę wymyka się spod kontroli, do tego czasu wydaje się, że film trwa dłużej niż powinien, a ponadto zostaje zrujnowany przez pragnienie pozostawienia nas w szczęśliwym tonie. LECZENIE NA WELLNESS znajdzie swoich odbiorców, ale to nabyty gust.

inż. inż. Monika Brzezińska

Zwiastun

Podobne filmy

Omen